Panika i strach- przeszkoda do zaufania konia i człowieka.

Panika i strach- przeszkoda do zaufania konia i człowieka.

Zaufanie między koniem a jego opiekunem jest rzeczą bardzo istotną. Często poprzez brak zaufania, zarówno koń jak i człowiek, potrafią wyrządzić sobie nawzajem ogromną krzywdę☹️– bo co robimy, gdy w koło nas wszyscy panikują? Najczęściej również panikujemy.
Opowiem wam historię tysięcy koni, które zaraziły człowieka własnym strachem i paniką i tym samym, zostały skazane… na spędzenie swojego całego życia w boksie, na śmierć, poważny wypadek i ogromne powikłania po nim- końcówka tych historii jest różna, ale we wszystkich tragedię gotuje panika konia i człowieka.
Kupujemy konia. Młodego. I od razu uczymy go błędów, których z czasem nie będziemy w stanie się pozbyć- bo kto nie rozpieszcza źrebaków? Przecież one takie słodkie, ale nie na darmo się mówi, że czym skorupka za młodu nasiąknie, tym na starość będzie… młode konie są poszukiwaczami wrażeń- one potrafią nawet przez szeleszczące liście się spłoszyć, albo przez kurtkę wiszącą na płocie- człowiek powinien je prowadzić, pokazać im, że ich strach jest nieuzasadniony. Człowiek konia musi nauczyć kontrolować strach- ale nie zrobi tego osoba, która jak widzi, że koń boi się kurtki na płocie, zamiast go jak najbliżej niej przeprowadzić i jeszcze dodatkowo pewnością samej siebie „zabić” jego strach, sama się spina, a serce skacze jej jak szalone- no bo co będzie jak ten koń ją poniesie? Człowiek takim zachowaniem nakręca konia do działania- oczywiście w sposób negatywny, a z każdą kolejną taką sytuacją, pogłębia problem konia i swój też- każda sytuacja, większa panika konia- nasza większa bezradność i paraliżujący strach, przez który o używaniu zdrowego rozsądku nie ma mowy.
Idźmy dalej. Jesteśmy na etapie, gdzie na konia nie możemy już wsiąść, czy wyprowadzić w kantarze, bo nie mamy nad nim żadnej kontroli- on robi to, co chce, a najgorsze jest, że jak coś od niego chcemy, to kończy się upadkiem- koń staje się niedostępny, ucieka, gdy łapiemy go z padoku, rusza z miejsca, gdy mocniej narzucimy mu czaprak, odsadza się, gdy czeszemy mu grzywę, wychodzi mu trzecia powieka, gdy podniesiemy wyżej rękę- o lonżowaniu czy kąpaniu nie ma mowy, bo to za duże wyzwanie- przecież nasz wierzchowiec, u którego sami spotęgowaliśmy takie uczucie ciągłej paniki, nie da rady i gdy woda dotknie jego brzucha, ten będzie w stanie wywrócić się na betonie na plecy lub pomimo wszystkich wspólnych chwil- staranuje nas. Jego panika przezwycięży wszystko.
I nadchodzi ten dzień, w którym uświadamiamy sobie, że nasza droga z danym koniem musi się rozejść- i po jakimś czasie, znajduje się kupiec i przyjeżdża po konia. I choć jeszcze nikt o tym nie wie, drogi tych dwojga nigdy się nie rozejdą- bo w myślach człowieka, ta tragedia konia na zawsze pozostanie.
„ Ubieram mu kantar, zapinam linkę. Wyprowadzam ze stajni- a w oku konia, jakby zobaczył najpotężniejszego potwora, pojawia się przyczepa- przepustka, do nowego domu. Niespodziewanie, linka się napręża a koń zawija do stajni, nie reagując na mój opór. Przychodzi kolejna osoba z miotłą w ręku- i choć mój koń drży ze strachu, nie może się już cofnąć, bo na jego zadzie ląduje miotła, która dla niego jest niczym prawdziwe straszydło, które my widzimy tylko w koszmarach. Jest już jedną nogą w przyczepie. Mam wrażenie, że w jego oczach jest już samo białko. Po ciele spływają strużki potu- z resztą po moim też, bo przecież w każdej chwili ten koń może na mnie skoczyć. Szarpie się i szarpie- ale jest już w środku. Udało się z pomocą miotły, bata, lonży, czterech osób. Jeszcze tylko dam paszport, spiszemy umowę- ale po kilku minutach, cała przyczepa zaczęła się część, a z jej środka, wydobywał się ogromny hałas- koń się wywalił. Otwieramy przednie drzwiczki, aby jakoś mu pomóc. Odwiązuję linkę i nie widzę już nic. Zemdlałam z bólu- później dowiedziałam się, że gdy tylko linka się poluzowała, koń wyskoczył przednimi drzwiczkami- ucierpiał na tym bardzo, bo roztrzaskał sobie nogę, a jeszcze wcześniej, rzucając się panicznie w przyczepie, zrobił sobie ogromną dziurę w głowie, rzucając się o dach- i pomimo żalu, trzeba decydować- czy leczyć czy uśpić. Decyzja jest prosta. Uśpić tego niebezpiecznego konia, który prawie mnie zabił”
W tej krótkiej historii jest ogromny paradoks. Człowiek skazuje konia na śmierć, przez własne błędy, lecz w ocenie tego człowieka, to koń był wszystkiemu winny. Prawda bardzo boli. Ale to skrzywdzone zwierzę tą prawdę zna. Osoby, które na koniach się znają, również wiedzą, gdzie ona jest. W tej historii, to nie koń był winny, a człowiek, który zamiast budować w koniu pewność siebie i wypleniać paniczne zachowania, ten strach u niego tylko rozjudzał- gdyby przez tyle lat koń byłby uczony zaufania i pewnych norm w zachowaniu, ta tragiczna historia nie miałaby miejsca.
Konia bardzo łatwo jest zepsuć. Radą dla wszystkich jest, że jeżeli sami jesteśmy strachliwi czy nie pewni swych ruchów, lepiej nie brać się za układanie konia- bo można mu jedynie zaszkodzić. My musimy być dla konia przewodnikiem, do którego ten koń ma zaufanie- tak samo, jak przewodnik ma pewne zaufanie do konia. To my, jako przewodnicy, musimy myśleć, analizować, korygować, iść przodem, tłumaczyć i nauczać- większość koni, nie zrobi tego za nas. Kto się nie boi? Nie znam takiej osoby, bo sęk w tym, żeby strach umieć kontrolować, a nie go nie posiadać.
Pracując codziennie z wieloma końmi, tą umiejętność już posiadam. Konie, które mają problem ze strachem i paniką, trzeba wciąż odczulać na bodźce zewnętrzne- trzeba „ zaginać” ich lęki oraz słabości pokazem własnej pewności wobec sytuacji lub rzeczy dla nich ciężkiej. Przykładem tego jest, gdy koń boi się głośnych odgłosów- aby mu pomóc, nie robi wszystkiego co w naszej mocy, aby ich uniknąć- wręcz przeciwnie- powinniśmy mu ich dostarczać aż w nadmiarze, a sukcesem będzie, gdy go ich ilością wreszcie zanudzimy- jest to osiągalne u każdego konia. Miałam taki przypadek, że koń bał się każdego głośniejszego szeleszczenia, odgłosu zgniatania, czy podniesionego głosu- wyłożyłam na jego padoku pełno puszek i nie sugerując nic, chodziłam z nim po nich- bał się okropnie, wyrywał, ruszał galopem, ale widząc mój spokój z upływającym czasem już w ogóle nie zwracał na nie uwagi- trwało to dzień, jednak bez zaufania, efektu w cale mogłoby nie być.
W pracy z końmi, zawsze musimy być opanowani. Ale nie zarozumiali. Zawsze warto jest znaleźć osobę, która ma wiele lat doświadczenia przy koniach i nie bazować tylko na przeczytanych książkach czy artykułach- Bo to konie i ich obserwacja wciąż nas czegoś nowego uczy, a przede wszystkim, zanim zaczniemy pracować z koniem, popracujmy nad samym sobą, aby nie doprowadzać do wypadków czy śmierci tylu koni i tylu osób- nauka zapanowania nad strachem, nie wpadanie w panikę oraz umiejętność prawdziwego zaufania to klucz do sukcesu z naszym koniem😃.