Prosimy Cię o pomoc!

ZAPISZ SIĘ DO NASZEGO NEWSLETTERA!




Zbiórka na budowę azylu dla psów i szczeniaków, które pragną, by dać im schronienie przed okrucieństwem świata

Przez wiele lat, spotkałam się z różnymi obliczami cierpienia zwierząt.  Przeżyta przez nie męka i ból, jaki odbijał się w ich oczach, często doprowadzał mnie do własnej depresji, bo ile żalu niewinnych istot może wysłuchać jedno serce? Bo ile nieprzespanych nocy może wytrzymać jedno ciało? Z każdą kolejną, poznaną  skrzywdzoną  istotą, uświadamiałam sobie, że na pewno jeszcze kolejną…

W naszym codziennym życiu, pojawiło się wiele psów i szczeniaków… wciąż dzwonią telefony, o przygarnięcie znalezionych piesków, wciąż zrozpaczone osoby proszą o pomoc poszkodowanym szczeniakom czy starszym psom-  wciąż na naszej drodze stawiani jesteśmy przed wyborem- albo pomożemy niewinnym i skrzywdzonym psom, albo pozostawimy je na pastwę losu, bo nie raz się już przekonaliśmy, że nie ma co liczyć na pomoc innych służb czy organizacji… My nie mamy serca odmówić, bo przecież, czym gorsze jest jedno zwierzę od drugiego? Przecież każde zasługuje, by być kochanym i szczęśliwym.

Gdy brałam takie skrzywdzone maleństwa na ręce, choć w oczach stawały łzy bezradności i rozpaczy, całą sobą byłam gotowa i zdeterminowana do działania, bo nie raz już się przekonałam, że za późna reakcja, to żadna pomoc, bo gdy nie trafi się w odpowiedni moment, dzielący żyjącą istotę od śmierci, ona po prostu odchodzi- mimo tego, że podjęto działania, które jeszcze chwilę wcześniej, mogły przywrócić jej zdrowie, po tym jednym momencie, stają się jedynie niczego nie wartymi posunięciami, które człowiek wykonuje, by własne sumienie go nie zamęczyło… Bo jak żyć ze świadomością, że przez twoją złą decyzję, na twoich oczach, nawet rękach, odeszła istota, która jeszcze niedawno, powierzyła ci swoje życie, dotykając swoją wątłą łapką  twojego ramienia?  Tego tak po prostu się nie zapomina, tego nie da się zapomnieć… tą łapkę, to spojrzenie czuje się już na zawsze na swym ciele.

Codziennie przybliżam skrzywdzone, schorowane, wycofane i potrzebujące zwierzęta do zdrowia, odzyskania komfortu psychicznego- codziennie, oddając im całą siebie, daję im szansę na normalne życie. Przeżywam to wszystko- czasem zamykam się w sobie, bo nadmiar problemów tych istot, załamuje moje ramiona, które wciąż pcham do góry… czasem zadaję sobie pytanie, czemu ja to robię? Ale szybciej, niż skończę wewnętrznym głosem wypowiadać te słowa, pojawia się odpowiedź- pomagam zwierzętom, bo kocham widok szczęśliwych i zadowolonych istot, które gdyby nie moja pomoc, zostały by do końca samotne, do końca chore, do końca cierpiące i sponiewierane przez los. Kocham to uczucie, które naradza się z chwilą, kiedy koło mojej nogi, wesoło  biega pies, który kilka miesięcy temu, był oblepiony własnymi odchodami i ciężko chory, a teraz zachwyca swym wyglądem i charakterem. Na paśmie moich porażek, nieszczęść i bezgranicznej miłości i oddania zwierzętom, niosę tysiące pasm szczęścia, które najzwyczajniej na świecie są radością i zdrowiem tych, których uratowałam wspólnie z wami przed kalectwem, śmiercią, samotnością…

Od zawsze jestem przeciwniczką zamykania psów  w kojcu i moje serce nie mogło by znieść widoku, że wszystkie te psy i szczeniaki jakie uratowaliśmy, teraz są w nich pozamykane i cały dzień szczekając, proszą o to, by je z tych kojców wyciągnąć … bo kim trzeba być, aby wyrwać skrzywdzonego psa z jego cierpienia i jak zwykłego więźnia, zamknąć go za kratami, które nawet najpiękniejszy widok oszpecają brakiem wolności? Kim trzeba być, by mówić, że uratowało się zwierzę i w tym samym momencie, patrzeć się na kręcącą się w koło istotę, która do swojej dyspozycji ma zaledwie cztery metry kwadratowe, często nawet i mniej?

Kochani, życie tych skrzywdzonych psów, często szczeniaków, zostało przesądzone przez okrucieństwo człowieka, jego brak empatii, jakiejkolwiek wyrozumiałości… ratujemy je dzięki waszym gestom, pracy naszych rąk i doświadczeniu, płynącego z wieloletniej pracy przy zwierzętach. Choć każdego dnia przeżywamy ogromny stres, związany z brakiem warunków, które zapewniły by bezpieczeństwo naszym psim podopiecznym, nie zamykamy ich w kojcach, jednak kosztuje nas to ogromnie dużo nerwów i niepokoju, bo teren fundacji jest niezabezpieczony i w każdej chwili może wydarzyć się tragedia na pobliskiej drodze z udziałem naszego podopiecznego, bo w każdej chwili, jeden z naszych psich podopiecznych może uciec do lasu, a my nie będziemy mogli go znaleźć, bo w każdej chwili, ktoś może do naszej fundacji wejść i wyrządzić tym psom i szczeniaczkom krzywdę.

Choć łzy same cisną się na wierzch, jesteśmy zmuszeni te psy i szczeniaczki zamykać w kojcach, gdy musimy gdzieś pojechać- a one wtedy wpatrują się tymi swoimi oczkami, przekręcając swoje główki na bok, jakby niemym pytaniem, zza krat kojca pytały nas: Dlaczego nam to robicie?

I wciąż ten stres i strach- że przez niewystarczające warunki, pomimo ogromnego zaangażowania, miłości i troski o te zwierzęta, robimy zbyt mało, aby miały u nas naprawdę dobre i bezpieczne życie.

Pod opieką naszej fundacji, moją opieką, przebywają skrzywdzone psy i szczeniaki, które wymagają różnego leczenia, rehabilitacji, pomocy, najzwyczajniejszej na świecie miłości i troski- nie działamy tak, jak większość schronisk i choć odbija się to głośnym echem o nasze zdrowie psychiczne, to nie zamykamy zwierząt w kojcach- staramy się, aby wszystkie zwierzęta żyły ze sobą razem, aby starsze psy akceptowały szczeniaki, aby pies i kot jadły z przysłowiowej jednej miski.

Staramy się, aby nasi podopieczni żyli razem ze sobą , spędzali czas na wspólnej zabawie i wspólnym wypoczynku- jeżeli zamkniemy je w kojcach, a powiem wam szczerze, że chwilami myślę, że  wtedy naprawdę było by mi łatwiej, bo stres i obawa związane z trzymaniem psów na wolności, jeszcze przy nieogrodzonym terenie, mieszczącym się w lesie i drodze, to ogromna odpowiedzialność, często krytykowana naszą nieodpowiedzialnością- ale jak mam zamknąć te psy w kojcu i żyć ze świadomością, że pozbawiłam je wszystkiego, co najlepsze dla nich- życia razem i wolności- moje serce wciąż jest rozdarte i z każdym dniem, coraz mocniej zaczyna krzyczeć- wołać, by ktoś odciążył mnie z odpowiedzialności i strachu za te wszystkie psy i szczeniaki, bo jest ona ogromna…

Moim marzeniem jest, abym któregoś dnia, mogła wstać i mieć pewność, że nasi podopieczni są bezpieczni, tak, jak są bezpieczne nasze konie- bo wciąż ubolewamy nad tym, że pomimo wszystkiego co robimy, warunki dla psów w naszej fundacji są niewystarczające.

Marzę, by ogrodzić ogromny teren, tak, aby te psy były tam bezpieczne, a nie czuły się uwięzione.

Jednak czy stworzenie takiego azylu zyska wasze poparcie? Gdy  w koło buduje się kojce, uważając trzymanie tam psa za coś normalnego? I tu mój kolejny kłopot,  a jeszcze większy kłopot tych wszystkich psów, bo przecież jak zbudować azyl, gdy ze wszystkim jest się sam.

Chcemy  w godnych warunkach przyjąć  kolejną skrzywdzoną istotę do Naszych podopiecznych. Ten azyl, to projekt ogrodzonego kompleksu, składającego się z stref zadaszonych, wolnych wybiegów, miejsca do zabaw dla psów, strefy z kojcami( tymi niezbędnymi), pomieszczenia gospodarczego, strefy dla psów, które wymagają odizolowania od reszty- chcemy, aby cały azyl, choć ogrodzony, dawał tym psom i szczeniaczkom maksimum wolności, bezpieczeństwa i jak najbardziej domowych warunków. Chcemy, by ten azyl stał się dla nich miejscem wspólnoty i odnowy psychicznej, która w kojcu jest niemożliwa, wręcz z każdą godziną w nim spędzoną, pogłębia się ich depresja, ich problemy- a przecież każdemu z tych psów, pragniemy znaleźć dom i pewne normy takie pieski muszą spełniać.- aby właśnie w nim zapomniały o tak przerażającej samotności. Do obiektu trzeba doprowadzić wodę oraz prąd. W głównym zamyśle, psy znajdujące schronienie w azylu, będą poruszać się w nim swobodnie- chyba, że odznaczać się będą agresywnością do innych mieszkańców, lub w przypadku ich złego stanu zdrowia- na takie psy, również chcemy przygotować specjalną strefę- bo każdy pies zasługuje na pomoc i szansę na zdrowie.

Koszt budowy i wyposażenia azylu z całą infrastrukturą to 100 000 złotych- kochani, proszę, zróbmy coś naprawdę dobrego dla tylu potrzebujących nas psów i szczeniaków, bo może się okazać, że dla wielu z nich, ten azyl będzie jedyną szansą.

Proszę was, zróbmy to dla tych wszystkich psów i szczeniaków, ale też i dla mnie- bo naprawdę ciężko jest żyć, z tak ogromnym strachem i presją tego, że przez niewystarczające warunki jakie zapewniłam tylu psom, może stać się im krzywda- krzywda, która może okazać się nieodwracalna… Proszę was- wkładam całe swoje serce w opiekę nad tymi zwierzętami, jednak ciężar, jaki każdego dnia na mnie spoczywa, staje się coraz trudniejszy do udźwignięcia, bo z każdym nowym psim podopiecznym, opieka nad nimi jest trudniejsza, bo z każdym nowym dniem, przypilnowanie ich, staje się coraz mniej prawdopodobne, gdy wkoło nie ma się żadnego ogrodzenia, a tylko ogromny las, łąki, pola, drogi…

Wprowadź kwotę darowizny




Możesz dokonać darowizny  wpisując w tytule przelewu np. "Azyl Pasji'' na numer konta:
Swift/Bic: BPKOPLPW IBAN:
PL: 72 1020 5242 0000 2302 0453 8427
Jeżeli chcesz wiedzieć czy udało się pomóc. Podaj w tytule przelewu swój numer tel. oddzwonimy lub zapisz się do naszego newslettera! 🙂

Wesprzyj

Wesprzyj fundacje

Wybierz kwotę darowizny:

Wpłać dowolną kwotę: