Fundacja Pasja

Adopcja wirtualna Tarisa

ZAPISZ SIĘ DO NASZEGO NEWSLETTERA!





Dzienne pokrycie leczenia
50 zł


Dzienne pokrycie posiłków
14 zł


Dzienne utrzymanie
20 zł


Miesięczne utrzymanie
600 zł


Przekaż dowolną darowiznę:




Możesz dokonać darowizny  wpisując w tytule przelewu np. "Taris'' na numer konta:
Swift/Bic: BPKOPLPW IBAN:
PL: 72 1020 5242 0000 2302 0453 8427

Adopcja Tarisa

Historia Tarisa,

„ Wielką szkodą jest, że narzucona praca potrafi wyssać z nas całe życie…”

Zarabiający na siebie, poprzez codzienne, wielogodzinne wożenie na swym spracowanym grzbiecie ludzi, których nie przejmowało, jak on się czuł- robili to dla swojej przyjemności, nie bacząc na nic i  nikogo innego…

Całe życie służący człowiekowi, bezproblemowy , spokojny, przyjmujący wszystkie dane mu zadania, z pokorą znoszący błędy nowych jeźdźców…

Tysiące koni umiera po cichu, niezauważone i zapomniane przez wszystkich, jednak ten wałach,  cierpiał na oczach wielu – nikt nie wyciągnął pomocnej dłoni, oprócz jednej osoby…

Przeszywający ból nie pozwalał mu chodzić, więc wałach jedyne co robił, to zmieniał ułożenie nóg, by nie przeciążać tych, które miał uszkodzone… deszcz, wiatr, błoto… on wciąż stał w jednym miejscu, z mocno położonymi do tyłu uszami i wzrokiem, który przeszyty był niewyobrażalnym cierpieniem…

Ogromna kulawizna, nie pozwalająca stanąć prawie w ogóle na tylną nogę, opuchlizna na przedniej nodze, wskazująca na uszkodzone ścięgno…  tak często już wymieniane cierpienie- tylko pomyśleć, że tak oddany koń, został skazany na taki koszmar…

Jedno ciało, a tyle cierpienia-jedna noga, w której kiedyś był wbity kawałek pręta, sprawiająca wciąż ból i kulawiznę, przednia kończyna, mocno opuchnięta, również dająca swój wkład w ból, obolałe plecy, zęby również sprawiające ból…

I czasem ręka otulająca ciepłe chrapy, miły, kojący głos… jedna dziewczyna, która nie była obojętna na los Tarisa, jednak nie mogła zrobić nic więcej, niż tylko od czasu do czasu go przytulić i poczęstować marchewką.

Stojąc z cierpiącym wzrokiem, o czym mógł myśleć? O wcześniejszych latach, gdy chodząc w koło radował wszystkich tylko nie siebie? O ostatnich miesiącach, kiedy to po urwaniu ścięgna został zamknięty na małym padoku, bez jakiegokolwiek innego konia? O długich terenach, w których dzielnie szedł przed siebie, chodź był już tak bardzo zmęczony? O smaku trawy, której rzadko co miał zaszczyt skosztować? O wciąż pełnym żłobie, który ma teraz?  A może o nadchodzącej z każdym kolejnym kilogramem śmierci…

Niewinna istota zakończyłaby swoje życie w ogromnym cierpieniu, odchodząc z tego świata owładnięta cierpieniem i przeszywającym całe ciało bólem…

Zaniedbane stworzenie, skazane na mękę, już pogodzone z swym losem – nikt tym nie przejęty, oprócz naszej fundacyjnej rodziny i jednej osoby, która pomimo swojej niemocy, znalazła sposób, by pomóc Tarisowi…

„ Wybór ma się wolny, jednak od konsekwencji tego wyboru nikt nie jest wolny…”

Ten koń ma zaledwie osiem lat, zaś jego ciało jest zużyte jak starego konia. Zużyty, chory, kontuzjowany, nieprzydatny-  jego jedyna droga prowadzi na rzeź.

O Tarisie dowiedzieliśmy się od jednej z osób,  która jeździła w stajni, gdzie stał koń. Gdy dowiedziała się, że właściciel sprzedał go handlarzowi, postanowiła mu pomóc- za całe poświęcenie i oddanie, jakie Taris okazał, gdy z spokojem znosił jej błędy podczas jazdy- wiedziała, że koniec tego konia jest bliski. Dziewczyna poprosiła nas o pomoc…

Postanowiliśmy wykupić tego wałacha- uratować jego życie i zdrowie- jednak bez was nie damy rady zdziałać wiele…

Życie Tarisa handlarz wycenia wyżej jak cenę, którą dostaje się za kilogram mięsa w rzeźni, a więc dziesięć złotych za kilogram. Taris, który od kilku miesięcy stoi już w stajni handlarza, wciąż przybiera na wadze- handlarz powiedział nam, że jeszcze miesiąc i wałach będzie gotów wyruszyć w swoją ostatnią podróż.

Taris to duży koń- ma 168 centymetrów w kłębie i handlarz powiedział, że po odpasieniu będzie ważył pod 600 kilo- stwierdził, że koń przybiera dobrze na masie.

Handlarz żąda 6000 złotych za Tarisa, ponieważ wie, że w rzeźni dostałby za niego ponad 5000 złotych – sprzedając go nam, nie zamierza stracić, tylko zarobić- obojętne mu jest gdzie koń skończy, ważne, by pieniądze się zgadzały, a Taris opuścił jego stajnię z jak największym zyskiem.  Dostał od nas 1000 złotych zaliczki, z resztą mamy czas do 19 marca- pomimo negocjacji, handlarz nie zszedł z ceny- jego zdaniem życie Tarisa jest warte 6000 złotych.

Taris potrzebuje kompletnej diagnostyki i leczenia- kulawizna jest ogromna, jednak nie znamy jej przyczyny. W przedniej nodze najprawdopodobniej doszło do zerwania ścięgna, jednak musi to potwierdzić weterynarz … jednak tego handlarz nie bierze pod uwagę podczas wyceny konia… w rzeźni liczy się zysk jedynie z masy.

Patrząc w oczy Tarisa, wciąż widzę w nich pewien niepokój- czy on obawia się, że powróci do swojego dawnego domu? Właściciela, który poprzez prace wyssał z niego całe życie, zabierając kawałek po kawałku zdrowie?

Taris stracił wiele, wiele wycierpiał i jeszcze wiele go czeka, jednak gdy przejdzie przez te przeszkody, rozpocznie nowe życie- czy poprowadzimy go razem, by nie musiał ślepo błądzić?

Potrzebna diagnostyka, leczenie uszkodzonych kończyn, suplementy  i opieka weterynaryjna jak i ta podstawowa oraz najważniejsze, czyli koszt wykupu i transportu do naszej fundacji, to kwota  9000 złotych.

Kochani, na ten moment życie Tarisa jest już przesądzone- jeżeli handlarz nie dostanie reszty pieniędzy, jedyne co czeka Tarisa to podróż w męce i rzeźnicki hak- razem go uratujmy.

I tak się stało- dzięki Wam Taris jest już u nas w fundacji, czeka go leczenie i rehabilitacja…

Przekaż dowolną darowiznę:





Wesprzyj

Wesprzyj fundacje

Wybierz kwotę darowizny:

Wpłać dowolną kwotę:

Chcesz uzyskać
więcej informacji?

665 403 450